Nowoczesny historyczny Kijów

Sprawnie i szybko dolecieliśmy do Kijowa. Niestety, nie dane nam było spędzić w nim więcej niż 12h – wieczorem odjeżdżał nasz pociąg do Lwowa. Z tego powodu postanowiliśmy wykorzystać ten czas możliwie najlepiej, więc rozpoczęliśmy zwiedzanie ukraińskiej stolicy od starego miasta.

Jarosław Mądry
Pomnik Jarosława Mądrego przy Złotej Bramie

Warto wspomnieć o wkładzie, jaki mieli Polacy w powstanie miasta. Do czasu odzyskania przez Polskę niepodległości, Kijów był zdominowany przez ludność polską. Polacy prowadzili w nim wiele intratnych biznesów, w tym banki, sklepy, cukrownie, hotele, zakłady rzemieślnicze, księgarnie czy teatry. Także środowisko akademickie było w dużej mierze polskie, zarówno wśród kadry naukowej, jak i braci studenckiej. W tych czasach solidarna ludność polska był silnym motorem gospodarczego, naukowego i kulturowego rozkwitu miasta. Po upadku powstania styczniowego rola Polaków w życiu Kijowa została umniejszona, a po odzyskaniu niepodległości – Polacy w Kijowie przestali odgrywać znaczącą rolę.

Kijowskie metro

Św. Andrzej
Św. Andrzej spogląda na industrialny Kijów

Pierwszą ciekawostką, na jaką natknęłam się w stolicy Ukrainy było metro. Stacje zostały odnowione, a dzięki temu uwydatnione zostało piękno tych zabytkowych murów. Każda stacja wyglądała równie unikalnie. Niestety, jedynie stacje metra starego Kijowa są tak zdobne – nowe wyglądają zupełnie normalnie. Przystanki Wokzalna, Uniwersytet, Chreszczatyk, Arsenalna, Dnipro i Złota Brama zawdzięczają swój wdzięk projektowi metra kijowskiego, który powstał w 1884 r.! Niestety, z powodu różnych zdarzeń losowych, pierwsze pięć stacji zostało oddanych dopiero w 1960 r..

Przystanek metra w Kijowie
Stacja Złota Brama

Pomimo zachwycającego wyglądu nieco inny szczegół metra przykuł moją uwagę, a dokładniej – „bilety”. Wejścia na stację bronią bramki, które, jak w każdym normalnym metrze, otwierają się w kontakcie z biletem. W większości krajów świata za bilet służy plastikowa lub niemal plastikowa karta, którą można sobie doładowywać, ale nie w Kijowie. Gdy dokonuje się zakupu jednego biletu w kasie (80gr!), otrzymuje się w zamian… plastikowy żeton wielkości dwudziestogroszówki. Wrzuca się go do maszyny przy barierce i gotowe.

Monaster św. Michała
Monaster św. Michała o Złotych Kopułach

Uroki starego miasta

Pierwszą obserwacją, jaką poczyniliśmy po wyjściu z metra były odnowione fasady wszystkich budynków. Miasto niemal pachniało świeżością, jaką mu zafundowano z okazji Euro 2012. Pierwszymi zabytkami, które spotkaliśmy na swej drodze były Złota Brama (a dokładniej jej rekonstrukcja) i pomnik Jarosława Mądrego, Wielkiego Księcia Nowogrodzkiego.

Nie ominęliśmy też Monasteru św. Michała Archanioła o Złotych Kopułach, Andriejewskiego zjazdu (gdzie wielu rzemieślników wystawiało swoje rękodzieło) czy Cerkwi św. Andrzeja. Nie będę się jednak rozpisywać na temat zabytków miasta, ponieważ jest to wiedza ogólnodostępna i można ją zdobyć chociażby wchodząc tutaj. Oprócz tego zapuściliśmy się w jakąś piękną uliczkę, której nazwy nie potrafię sobie przypomnieć, lecz zdjęć Wam nie poskąpię 🙂

Gdzieś w Kijowie
Kijowska czarna wołga
Wspomniana wyżej ulica

Tym, co mnie najbardziej interesowało była na przykład główna ulica Kijowa (Chreszczatyk), a dokładniej: dlaczego jest zamknięta? Zaczepiliśmy pewną starszą Panią i zapytaliśmy, z jakiego powodu jest zamknięta? Odpowiedziała nam, nie wprost, że w każdą sobotę i niedzielę ulica jest zamykana, aby mieszkańcy mogli swobodnie się po niej przemieszczać. Co oznacza, że powiedziała nam o tym nie wprost? Owa Dama nie znała angielskiego. Natomiast świetnie władała francuskim i trochę niemieckim. Dowiedziałam się, że za młodu wiele podróżowała i, a jakżeby inaczej, też ma rodzinę w Polsce. Nawet Pani z budki, w której kupowałam popcorn karmelowy zadowolona pochwaliła się, że ma w Polsce wuja, którego w sumie chętnie by odwiedziła.

Piękne Ukrainki
Chreszczatyk

Smaki Kijowa

Gdy zrobiliśmy się w końcu głodni, zaczęliśmy szukać miejsca, w którym moglibyśmy zjeść porządny obiad. Ku naszemu rozczarowaniu, wszędzie było dość drogo – jak na stolicę przystało. Na szczęście znaleźliśmy bar samoobsługowy, w którym najedliśmy się za rozsądne pieniądze. Zastanawiała nas jeszcze jedna rzecz, a dokładniej: mnogość barów sushi. W dodatku nie narzekały one na brak gości. Z tego powodu zdecydowaliśmy się sprawdzić, czy naprawdę warto spróbować tutaj sushi.

W miejscu, w którym jedliśmy, także było pełno gości. Ceny w menu – dość wysokie, ale nie zamierzaliśmy jeść dużo, a jedynie sprawdzić, na jakim poziomie jest tutejszy wyrób. Zamówiliśmy zupę miso i rollsy. Oba – wspaniałe! Muszę powiedzieć, że lepsze niż w Polsce i mówię to z czystym sumieniem, ponieważ zaraz po powrocie z Ukrainy odwiedziliśmy ponoć najlepszy sushi bar w naszym mieście. Różnica w smaku była na niekorzyść polskiego baru.

Jednak kijowskie specjały to nie tylko restauracje położone w centrum miasta. To również jedzenie z budek (dobre, nie struliśmy się), a także… McFoxy! Jest to restauracja podobna do McDonald’s i KFC, która pobija kreatywnością zakopiański KFS. W jej menu można znaleźć niemal wszystko: kurczaka, hamburgery, żeberka – prawdziwy miszmasz!

Fast Food McFoxy
„Foksi-sjet barbjekju” 🙂

Choć Kijów kusił swym wdziękiem i chętnie byśmy jeszcze zostali, nie mogliśmy nie wsiąść do pociągu do Lwowa – naszego pierwszego i zarazem ostatniego celu ukraińskiej wyprawy. Pomimo, że już gościliśmy w lwowskich progach, przy drugiej wizycie dokonaliśmy kolejnych ciekawych odkryć. Najbardziej intrygujące były te o smaku czekolady… 🙂

Kwaszone pomidory
Czekoladę można zagryźć wyśmienitymi kwaszonymi pomidorami z kijowskiego targowiska 🙂

Ciekawe linki:

2 Replies to “Nowoczesny historyczny Kijów”

  1. Ewa

    Hahahah w Kijowie ciągle te żetony plastikowe do metra? Sama byłam zaskoczona kilka lat temu 🙂
    Będąc w Kijowie stołowałam się w miejscu zwanym Puzata Chata. To sieć restauracji serwujących ukraińskie jedzenie, ale tak trochę na zasadzie fast-foodu. Staje się w kolejce, nakłada co chce na tacę, a na koniec pani podlicza. Stosunkowo niezłe ceny a jedzenie smaczne.

    Odpowiedz
    • Justyna Maserak Autor wpisu

      Witaj!
      Tak, to było bardzo zabawne 😀
      W sumie właśnie w takiej knajpie jedliśmy obiad w Kijowie. Niestety nie zanotowałam nazwy, ale może to było właśnie to… Dzięki! 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *