Koszty wyprawy na Ukrainę

Ukraina gościła nas przez dwa tygodnie. Cały ten czas wykorzystaliśmy maksymalnie i nie oszczędzaliśmy na niczym – zazwyczaj obiady jadaliśmy w knajpach, mężczyźni kosztowali codziennie różnych trunków, a ja objadałam się czekoladą. Średni koszt wyprawy na osobę wyniósł nieco ponad 1300zł.

Największym wydatkiem był przelot do Kijowa, ale dałoby się tego uniknąć, gdybyśmy wyprawę zaczęli planować wcześniej niż 2 miesiące przed terminem. Lot samolotem wyniósł nas 250zł na osobę. Przejazd pociągiem kosztowałby zapewne w granicach 50zł na osobę i nie musielibyśmy korzystać z noclegu w hotelu Paradise (25zł), czyli koszty całej wycieczki spadłyby poniżej 1100zł!

Jak widać na załączonym poniżej wykresie, najbardziej kosztownymi dziedzinami były transport i jedzenie.

Wydatki na Ukrainie

Jak zaoszczędzić?

Z pewnością odradziłabym loty samolotem. Jest szybko i wygodnie, ale bardzo drogo. O wiele bardziej opłacalne jest spanie w pociągu nocnym, gdyż oszczędza się również na noclegu.

Kupować najlepiej u miejscowych sprzedawców i w ciągu dnia. Możliwe jest znalezienie sklepu nocnego, ale w miarę tani jest w nim jedynie alkohol. Wszelka żywność ma tak niebotyczne ceny, że na sam widok odechciewa się jeść. Przykłady? Kilogram bananów – 20zł, paczka preparowanego ryżu – 12zł, orzeszki w czekoladzie – 18,5zł.

Bez problemu można odpuścić sobie obiady w knajpach, jeżeli ktoś chce bardzo przyoszczędzić. Stołując się w ten sposób przepuściliśmy średnio 200zł na osobę. Obiad można przygotować tam, gdzie wynajmuje się miejsce noclegowe. Miejsca w których spaliśmy zawsze miały lepiej lub gorzej wyposażoną kuchnię, więc można sobie poradzić.

Także alkohol, choć tani, pochłonął trochę naszych zasobów pieniężnych. Analogicznie, zamiast czekolady lepiej kupić jakieś ciastka – czekolada w zwykłym ukraińskim sklepiku kosztuje tyle samo, co w Polsce (ok. 4zł), a ciastka są tańsze (np. 12zł za kilogram).

Jeżeli chcesz zaoszczędzić na noclegu, to możesz spać w namiocie, albo korzystać z Couchsurfingu. Couchsurfing ma do tego wiele innych plusów: nawiązujesz nowe znajomości, poznajesz życie miejscowych od kuchni, możesz zjeść coś domowego (a więc autentycznego!), zrobić sobie pranie i wykąpać się.

Pies z Koktebel
Nasz psi kompan z Koktebel

Kilka ciekawostek na pożegnanie

Podczas pobytu na ziemiach ukraińskich zachwycałam się pięknymi, puszystymi włosami Ukrainek. Niestety, mój zachwyt przygasł, gdy zaczęłam zauważać, że w niemal każdym miasteczku jest sklep z perukami… Może te ich włosy to nie tylko sama natura?

Skoro już jesteśmy przy urodzie, wspomnę również o zębach. Nie widziałam nikogo, kto nosiłby aparat ortodontyczny na zębach. Nawet w dużych miastach, jak Lwów, Kijów lub Sewastopol. W dodatku moje okablowanie zębów zwracało uwagę miejscowych. Zakładam, że taka ekstrawagancja nie jest jeszcze modna wśród mieszkańców Ukrainy.

Miewam czasem dziwne zachcianki. Jedna z nich miała miejsce w Koktebel, gdzie to zamarzył mi się budyń. Okazało się, że w sklepie nie było takiego wynalazku. Co więcej, pani ze sklepu nie rozumiała naszej koncepcji budyniu. Próbowaliśmy jej wytłumaczyć, że to taka galaretka lub kisiel, ale robione na mleku. Wtedy pokazywała nam kakao rozpuszczalne. Niestety, nie doszliśmy do porozumienia w tej kwestii :)

Jedzonko
Pyszne wyroby babuszek z dworca

Mam nadzieję, że dobrze bawiliście się podczas czytania relacji z Ukrainy. Ja bawiłam się bardzo dobrze spisując ją dla Was i cieszę się, że mogłam się z Wami podzielić swoimi doświadczeniami i fotografiami, którym jeszcze daleko do perfekcji. Choć to już koniec wyprawy Ukraińskiej to jestem pewna, że temat jeszcze kiedyś powróci, lecz w nieco innych okolicznościach.

Tymczasem, zapraszam Was na nową serię wpisów podróżniczych. Tym razem cofnę się do mojej pierwszej wyprawy, zupełnie przypadkowej i niezaplanowanej. Tej, podczas której zdobyłam moje pierwsze doświadczenia i zarazem tej najbardziej upragnionej – spełnienie marzenia mojego dzieciństwa. Uwierzcie mi, że marzenia się spełniają! :)

Jedna myśl nt. „Koszty wyprawy na Ukrainę

  1. Masa

    W moim przypadku uda się trochę zaoszczędzić bo do Lwowa z Polski mogę dojechać rowerem. Zatem wydam jedynie na pociągi w Polsce, by dotrzeć jak najbliżej granicy. W tym roku jak urlop pozwoli może wyskoczę tam na kilka dni 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *