Wiejskie dożynki oczyma mieszczucha

Od kiedy po raz pierwszy pojechałam na wakacje do mojej ukochanej babci Moniki, pokochałam wieś. Jako siedmioletnia mieszczanka byłam zafascynowana tym, że wokół domu można mieć tyle zwierząt, ogórki zbiera się w pocie czoła wcześnie rano tonami zamiast w ilości jednego porządnego koszyka wieczorem, a przetwory na zimę robi się dosłownie ze wszystkiego w ilości niemal przemysłowej. Taka była różnica między skalą wiejskiego pola i gospodarstwa a naszą skromną grządką przy domku na przedmieściach i kurami grzebiącymi w ziemi na podwórku. Szybko nauczyłam się rozpoznawać po zapachu, czy najbliższy budynek jest chlewem, oborą, stajnią lub kurnikiem.

Równie błyskawicznie nawiązałam nowe znajomości z dziećmi w każdym wieku. Ja lubiłam ich, oni mnie chyba też, ponieważ nigdy nie dali mi odczuć, że może być inaczej. To były bardzo pracowite dzieci, gdyż ponad zabawę przedkładały swoje obowiązki, nie jak gro dzieci z miasta, które zresztą, w porównaniu do dzieci ze wsi, obowiązków nie miały prawie wcale. Choć zdarzały się kłótnie i wojenki pomiędzy mieszkańcami wsi, obrazy majestatu i tygodnie milczenia, to doświadczyłam tam czegoś, co do dzisiaj mnie przyciąga – poczucia wspólnoty i jedności, którego na próżno szukać pośród anonimowości ulicy i otoczonych płotami domów. Tutaj letnim wieczorem, po skończonej pracy, wszyscy wychodzili na schody swoich popegeerowskich domów i pijali razem herbatę, plotkowali, wspominali i opowiadali sobie ciekawe historie. Tymczasem u mnie w mieście dorośli siadali przed ekranami telewizorów w oczekiwaniu na wiadomości.

Przyozdobiony dożynkowy płotDożynkowa kreatywność – aż miło popatrzeć :)

Wszyscy razem, od początku do końca

Pomimo, że na wakacje do babci jeździłam niemal co roku, nigdy nie brałam udziału w wiejskich dożynkach. Nie jestem w stanie stwierdzić czy to dlatego, że nigdy nie trafiałam w odpowiedni moment, czy może dlatego, że dożynki nie odbywały się bezpośrednio we wsi mojej babci. Na szczęście w tym roku we wsi Dziećmarów, gdzie mieszkają rodzice mojego męża, miałam okazję przyjrzeć się całemu procesowi towarzyszącemu temu pełnemu radości świętu od kuchni, choć nie zawsze odważyłam się do tej kuchni wstąpić.

Z zasłyszanych przeze mnie informacji wynika, że niektórzy przygotowują się do dożynek nawet z rocznym wyprzedzeniem. Chodzi tu głównie o ozdoby wykonywane np. z ziaren kukurydzy. Niektóre, np. kwiaty wykonane z pestek dyni, zrobione zostały w tak wyśmienity sposób, że upiększą dożynki przynajmniej kilka razy. Jednakże główny etap przygotowań zaczyna się około tygodnia przed dożynkami.

Dożynkowa koronaWykonanie każdego z elementów korony wymaga nie lada precyzji

Najważniejszym elementem ozdobnym jest korona z tegorocznych kłosów zboża. Ze względu na swoje rozmiary i poziom skomplikowania pracuje przy niej kilka osób, niemal same panie. Do umówionego miejsca dostarczane są wszystkie potrzebne materiały, czyli zboże, kukurydza, jarzębina i inne. Przy wzmacnianej herbacie i poświęconym winie św. Jana, w pogodnej przyjacielskiej atmosferze, powstają korona oraz zbożowe ozdoby, które uświetnią wnętrze kościoła.

Oprócz tego, zazwyczaj dzień wcześniej, przyozdabia się ołtarz kościelny. Tym zadaniem zajmują się również panie z doświadczeniem i wyczuciem smaku. Ozdoby wykonuje się z płodów rolnych dostarczonych przez rolników, kwiatów, zbóż, owoców i warzyw. Niektórzy przyozdabiają na okoliczność dożynek również swoje płoty i podwórka.

Kościół w czasie dożynekOłtarz na bogato

Na wieczór, po mszy świętej, wynajęta jest sala wraz z orkiestrą – tę również upiększają i przygotowują mieszkańcy wsi przy pomocy stroików z płodów rolnych i kwiatów. Oczywiście kiedy potrzeby ducha zostaną zaspokojone należy zająć się potrzebami ciała. W dzień dożynek w kuchni obok sali pracują panie i panowie, aby siłą wspólnej pracy nakarmić wszystkich gości. W tym roku na talerzach znalazły się dwie sałatki z pomidorów, sos tzatziki, własnoręcznie robiony chleb, bułki i grillowana kiełbasa, a na deser przepyszne śląskie kołacze w dwóch odsłonach.

Ozdoby na stołyCudne, proste, w 100% naturalne i biodegradowalne stroiki umilające posiłki

W duchu wspólnoty – poruszające połączenie sacrum i profanum

Obchody dożynek rozpoczynają się pod domem tegorocznych starostów, gdzie na przybycie księdza i wiernych oczekują przedstawiciele władz, rokrocznie wybierani spośród mieszkańców starości dożynek, korona z kłosów, bochen chleba z tegorocznych ziaren oraz wino. Wszystkie dary ziemi oraz zebrani święceni są wodą święconą. Po święceniu odprawiana jest krótka ceremonia, po której symbol udanych zbiorów, korona, transportowany jest przez procesję do kościoła, gdzie umieszczany jest przy ołtarzu wraz z chlebem i winem.

Pod domem starostów dożynek
Święcenie
Procesja do kościoła

Msza święta nie różniła się zbytnio od innych, za wyjątkiem czytań i kazania, które było zupełnie inne niż te mi znane. Ksiądz opowiadał o sile wspólnoty i człowieczeństwa, o pułapce obojętności i chciwości oraz tragediach, do których mogą one doprowadzić lub doprowadziły. Podkreślił, że sensem istnienia jest współistnienie z innymi ludźmi, wzajemne obdarowywanie się miłością i dobrem. Na koniec gorąco podziękował mieszkańcom Dziećmarowa za dobro i przyjaźń, którymi go obdarzają oraz wyraził nadzieję, że będzie tak zawsze. Pomimo, że nie widziałam tego na własne oczy, ton głosu księdza wskazywał na to, że się wzruszył. I nie tylko on. Łzy również popłynęły z oczu przynajmniej dwóch innych osób, w tym moich. Muszę wyznać, że było to najbardziej wzruszające kazanie w moim życiu, a dziećmarowski ksiądz jest dla mnie wzorem pasterza, do którego będę porównywać teraz każdego innego kapłana – oddanego, zaangażowanego, charyzmatycznego i wrażliwego.

Podczas mszy świętejTo była piękna dożynkowa msza

Bezpośrednio po mszy wszyscy udali się na poczęstunek. Przy wyśmienitych kołaczach, herbacie i kawie toczyły się rozmowy na najróżniejsze tematy. Moje doświadczenie kazało mi podejrzewać, że będą to głównie plotki, lecz pomyliłam się, co mnie bardzo ucieszyło. Zebrani rolnicy rozmawiali o sprawie najważniejszej – tegorocznej suszy. W związku z tym, że niektórzy z nich nie są w stanie nagromadzić odpowiedniej ilości siana na zimę, rozważają możliwość sprzedaży niektórych swoich krów czy koni. Tym bardziej, że rolki siana są bardzo drogie i nie każdego będzie stać na ich zakup. Oprócz tego czas spędzony przy kawie wzbogaciły historie o przygodach z dzikami, lisami, psami i kotami.

ChlebChleb na dożynki zaraz po wyjęciu z pieca

W mieście gdy towarzystwo uda się na imprezę, to zostaje na niej już do jej subiektywnego końca. Tutaj natomiast około godziny 18 wiele osób wstało od stołów, aby nakarmić swoje zwierzęta gospodarskie. Dopiero w okolicach godziny 20 wszyscy zebrali się na nowo. Kuchnię porwał zew pracy: należało dokończyć sałatki, pokroić poświęcony chleb, przygotować talerze. W tym samym czasie na zewnątrz budynku grillowana była kiełbasa. Gdy tylko pierwsza porcja mięsa dotarła do kuchni rozpoczęło się nakładanie i serwowanie kolacji. Niedługo po posiłku zgasły światła, rozbłysły kolorowe, dyskotekowe lampy i rozbrzmiała muzyka orkiestry. Parkiet przyjął na swoje deski tancerzy w każdym wieku – od kilkuletnich dzieci po seniorów lat 90. Wszyscy bawili się przednio przy rytmach disco. W ruch poszły napoje wzmacniające i zdrowotne o różnej mocy. Wieczorem biesiadę odwiedziła pani burmistrz gminy Baborów wraz z małżonkiem.

ImprezaWieczorem kto tylko mógł ruszał na parkiet

Niestety nie gościłam wystarczająco długo na imprezie dożynkowej, aby odkryć, co dzieje się nad ranem. Jednakowoż następnego dnia należało posprzątać salę, po raz kolejny – wspólnie.

Niech żałują ci, którzy nie znają uroków życia na wsi. Omija ich bardzo wiele, nie tylko poczucie wspólnoty. Na wsi wszystko dzieje się wolniej, w rytmie natury. Są czasy wytężonej pracy i czasy odpoczynku, kiedy zbiera się słodkie tej pracy owoce. I zaświadczam Wam, jako osoba mająca doświadczenie i z pracy w korporacji i z pracy w budżetówce, że nie ma niczego wspanialszego niż praca na wsi, gdzie owoce pracy są namacalne i wymierne, nie ma niezadowolonych szefów i przymusu robienia czegoś, co nie ma sensu. Jeżeli jeszcze Was na wsi nie było, to czym prędzej udajcie się tam i odkrywajcie jej tajemnice :)


W tym miejscu pragnę podziękować mieszkańcom Dziećmarowa za ciepłe przyjęcie mnie w swoje progi.

Wpis dedykuję mojej ś.p. babci Monice, kobiecie o równie ciętym języku, co wielkim, pełnym miłości i zrozumienia sercu.


Ozdobna dożynkowa świnkaJeszcze jedna rozkoszna świnka :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *