Droga na Halti – część 3

Po raz kolejny zamiast spać w wygodnej chatce, zdecydowaliśmy się spać w namiocie. Rano zostawiliśmy w nim wszystkie niepotrzebne rzeczy i wyposażeni jedynie w najważniejsze elementy ekwipunku wyruszyliśmy na podbój Halti – najwyższej góry Finlandii, która nie jest położona całkowicie w obrębie kraju (1324 m). Finowie dzielą ją z Norwegami i to właśnie w Norwegii położony jest jej najwyższy punkt (1365 m n.p.m.). Nasz namiot i Halti dzieliły równo 12 km.

Wspinaczka na Halti
Widoczność podczas wspinaczki na Halti

Wspinaczka na Halti

W dzień wspinaczki na Halti szczęście do pogody nas opuściło. Wiatr był wyjątkowo lodowaty i uciążliwy, słońce zakryły chmury. Nie traciliśmy zapału, choć nie spodziewaliśmy się żadnych widoków ze szczytu. Halti znane jest z tego, iż trzeba mieć wyjątkowe szczęście, aby cokolwiek z niej zobaczyć – uwielbia chować się w chmurach. Tak samo było i tym razem. W chmury weszliśmy wyjątkowo szybko. Na szczęście słupki szlaku zagęściły się, przez co mieliśmy szansę je ujrzeć. Czasami musieliśmy zatrzymać się i rozejrzeć, aby nie zboczyć z trasy. Na szczyt prowadziły nas same kamienie, nieopodal leżał stary śnieg. Struktura góry sprawiała, że wielokrotnie łudziliśmy się, że to już, że już wdrapaliśmy się na sam szczyt Halti. Dopiero gdy ujrzeliśmy spory kopiec pomalowanych na żółto kamieni mieliśmy pewność, że zdobyliśmy tego kapryśnego, kamiennego olbrzyma. Zgodnie z fińskim zwyczajem, nie mogło zabraknąć księgi gości. Zmarzniętymi dłońmi i jedynym dostępnym nam narzędziem piśmienniczym, ołówkiem, wpisaliśmy swoje imiona, nazwiska i kolejne numery: 120251 i 120252.

Księga gości na szczycie

Wyjątkowe spotkania

Przemarznięci zeszliśmy na dół i weszliśmy do chatki obok Haltijärvi, aby zjeść coś na szybko i ogrzać się. Byliśmy jedynymi gośćmi, a nasza trasa tego dnia tym samym wydłużyła się o 3 km. Warto było jednak nieco odetchnąć i osłonić się od mroźnego wiatru. Po powrocie do naszego namiotu na ganku chatki pojawił się Niemiec, który maszerował ze Szwecji na Nordkapp. Był pierwszym, lecz nie ostatnim piechurem idącym na Nordkapp, którego spotkaliśmy podczas naszej małej wyprawy.

Piątego dnia rozpoczynamy powrót do Kilpisjärvi i tym razem postanawiamy skorzystać z gościnności, jaką oferuje chatka. Zostaliśmy w niej na noc, aby porządnie wygrzać się po marszu w kolejny chłodny dzień. Szóstego dnia pogoda pogorszyła się jeszcze bardziej – zaczął padać deszcz. Połączenie deszczu i silnego wiatru sprawiło, że trekking tego dnia nie należał do przyjemnych. Podczas przerwy w ciepłęj chatce w Saarijärvi poznaliśmy sympatycznych „fizjoterrorystów” z Czech, jak sami o sobie mówią, oraz Norwega, który także udaje się na Nordkapp szlakiem ze Szwecji. Gdy „fizjoterroryści” rehabilitują Norwega, my zadajemy mu kolejne pytania odnośnie szczegółów planowania sześciuset-kilometrowego marszu. Będąc wtajemniczonymi, dochodzimy do wniosku, że to wcale nie jest takie trudne, jak nam się wydawało. Myśleliśmy, że trzeba nosić przy sobie nieskończenie wielkie ilości jedzenia, aby pokonać trasę. Jednak wprawni podróżnicy wysyłają w trasę paczki z jedzeniem do punktów oddalonych od siebie o ok. dwa tygodnie drogi. Są to np. kawiarnie czy hostele w kolejnych małych miasteczkach na drodze do celu. Dzięki temu nie muszą nosić wszystkiego przy sobie.

Widok u podnóża Halti
Coraz mniej roślinności
Im dalej na północ, tym krajobraz coraz bardziej księżycowy.

Po dotarciu do Kilpisjärvi bez wahania wynajmujemy sobie pokój w pobliskim hotelu. Cena jest bardzo przystępna biorąc pod uwagę fakt, że mamy prywatną saunę. Zażywszy ukojenia w kąpieli po pięciu dniach bez łazienki, przebrawszy się w suchy zestaw ubrań, wykupiwszy dostęp do bufetu, ograbiamy restaurację z pożywienia. Był to najlepszy bufet pod słońcem, zapewniam Was. Zaskoczyła mnie recepcjonistka w średnim wieku, która prawdopodobnie była jedną z właścicielek lokalu. Znała cztery języki: szwedzki, norweski, fiński i angielski. Pomimo, że w mieście mieszają się trzy nacje, panuje tu bardzo wysoki poziom wzajemnego zaufania. Pewien Pan wykupił obiad, ale z powodu pogody nie działał internet – w związku z tym nie mógł zapłacić kartą, a nie miał gotówki. Recepcjonistka spisała jego numer telefonu i kwotę, po czym wydała mu posiłek.

Niesamowitym odkryciem była również obsługa sklepu alkoholowego. Mieścina była za mała na posiadanie własnego oddziału Alko. Z tego powodu należało wypełnić odpowiedni formularz, w którym umieszczało się nazwę i ilość potrzebnych produktów. W ciągu 48h przywożono je z Muonio, w którym znajdował się najbliższy sklep. Do Alko w Kilpisjärvi ciągnęli zwłaszcza Szwedzi i Norwedzy, dla których fiński alkohol jest tani w porównaniu do ich alkoholu. Wykupywali gigantyczne jego ilości. Dokładnie to samo robią Finowie na swoich wycieczkach do Tallinna 😉

Szóstego dnia, 19 września, o poranku wysyłamy kartki z reniferami i lemingami do znajomych, po czym wsiadamy w autobus do Helsinek i żegnamy się z piękną, lapońską tundrą. Wiele się nauczyliśmy podczas rozmów z zaledwie 22 osobami, które poznaliśmy na szlaku. Krajobrazy i bogactwo tej części świata po raz kolejny uświadczyły nas w przekonaniu, że warto podróżować i być podczas tych podróży otwartym na płynące z nich wiedzę i doświadczenie. Sprawdziliśmy siebie w trudnych warunkach, na trasie liczącej 110 km o nieprzystępnym terenie. Takich wspaniałych wyjazdów, niekoniecznie tak męczących, życzę i Wam.

Przy szlaku
Typowe oznaczenie szlaku turystycznego – o odpowiednich w stosunku do widoczności rozmiarach :)

Koszty wyjazdu na Halti z Rovaniemi

Wziąwszy pod uwagę średnie polskie zarobki, to taki wypad jest nieco drogi. Wliczyć należy koszty jedzenia na wyprawę. My zaopatrzyliśmy się weń w Polsce, ponieważ u nas jest taniej. Nas kosztowało ok. 250zł. Najdrożej, jak zwykle w Finlandii, wyszły koszty transportu, a dokładniej przejazdów autobusowych: z Rovaniemi do Kilpisjärvi (75 euro od osoby) i z Kilpisjärvi do Helsinek (107 euro od osoby; w sezonie 160). Ostatniego dnia skusiliśmy się na nocowanie w pokoju hotelowym. Nie mogliśmy odmówić sobie luksusu posiadania łazienki (kąpiel!) i sauny, w której mogliśmy wysuszyć swoje przemoczone ubrania. Koszt: 50 euro. Do tego doszedł bufet obiadowy w tym samym hotelu: 16 euro od osoby. W sumie wydaliśmy 500 euro, z czego 364 euro to same przejazdy. Można było dojechać do Kilpisjärvi taniej, ale poza sezonem połączeń jest niewiele oraz wybór przewoźników jest ograniczony. Rezerwacja z wyprzedzeniem nie jest konieczna – zapewniono nas, że nawet w sezonie jest wiele pustych miejsc w autobusach do Kilpisjärvi.

Rzeka niedaleko Halti

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *