Jak nie wchodzić nad Ala-Köl

Kiedy wreszcie dotarliśmy do Karakol, cieszyłam się, że pobiję swój osobisty rekord wysokości ustanowiony w Gruzji na wysokości 3200 m. Trenowałam przed wyjazdem do Kirgistanu właśnie po to, aby góry nie były mi aż takie straszne. Udało mi się poprawić swoją wydolność, ale nie na tyle, by sprostać czasom wejść zaproponowanych w przewodnikach. Dzisiaj będzie o tym, jak wyglądało nasze wejście i zejście oraz o tym, gdzie popełniliśmy błędy. Mam nadzieję, że Wam uda się ich uniknąć 😉

Trasa Karakol – Ala-Köl – Karakol

Dzień 1: 22,5 km, 9 – 10 h, Karakol -> Kaskady Karakol

Szlak rozpoczyna się u wejścia do Parku Narodowego Karakol. Pod park podjeżdża wiele marszrutek (m.in. marszrutka 101) i dzielonych taksówek. Za wejście na teren parku płaci się 250 som od osoby, czyli ok. 15 zł. Początkowo doliną prowadzi nas asfalt, następnie droga szutrowa, po drodze mijamy pojedyncze zabudowania. Dzieci na sam nasz widok podbiegają do płotów i krzyczą niemieckie „Halo!”, mimo że, według miejscowych, Niemców przyjeżdża coraz mniej. Jest za to wielu Francuzów, Anglików, Rosjan i Polaków w każdym wieku oraz młodych Żydów, których wielu spotkanych przez nas Kirgizów nie lubiło. Jakie są tego powody, dowiedzieliśmy się później.

Dolina Karakol oraz pasące się konie
Typowy kirgiski obrazek, który porusza serca wielu: górska dolina i pasące się w niej konie…

Za pierwszym mostem znaleźć można świetne miejsce na kemping. W całym parku nie można palić ognisk, ale w takich miejscach jak to nikt się tym specjalnie nie przejmuje. Po przejściu ok. 10 km od wejścia do parku odkrywamy, że zachłanna rzeka zabrała ze sobą spory kawał brzegu, a z nim drogę. Nie znaleźliśmy tej informacji w przewodniku, więc wydarzyło się to zapewne niedawno. Rozwiązania tej kwestii są dwa:
– wariant A, trudniejszy: można dojść do końca drogi i wspinać się po niemal pionowej ścianie w górę, do ścieżki przez las;
– wariant B, łatwiejszy: przed urwaną drogą, po prawej stronie, max. 500 metrów wcześniej, znajduje się kamienny kopczyk wskazujący na łagodne wejście na leśną ścieżkę.

Ścieżka prowadząca przez las jest łagodna, ale błotnista. Dlatego warto uważać przy schodzeniu z niej nawet w pozornie łagodnych partiach, aby się nie poślizgnąć. Sposoby schodzenia też są dwa:
– wariant A, trudniejszy: gdy tylko las się przerzedzi, znajdziecie po swojej lewej stronie strome zejście w dół;
– wariant B, łatwiejszy: podążajcie ścieżką prosto, ścieżka łagodnie będzie schodzić coraz niżej.

Zerwanie drogi odbiło się na lokalnej przedsiębiorczości. Zapasy żywności i potrzebny ekwipunek do biznesów na polach namiotowych i wyżej donoszą tragarze. Wcześniej do pierwszego obozu mieli zaledwie kilka kroków. Do tego nad jeziorem Ala-Köl, droga tragarzy wydłużyła się o kilka kilometrów. Tragarzami są zazwyczaj studenci, którzy chcą sobie dorobić w wakacje.

Swoje namioty rozbiliśmy na dużej polanie nieopodal Kaskad. W tym miejscu jest trudno o czystą wodę pitną, dlatego lepiej jest nabrać jej więcej przy okazji. W przeciwnym wypadku będziecie musieli albo iść wyżej, do strumienia obok pola namiotowego, albo nabrać szlamówy z górskiej rzeki, pozwolić osadowi opaść na dno i przefiltrować wodę. Tej nocy do snu przygrywały nam szum deszczu i dudnienie grzmotów niosące się po górach.

Widok z mostu

Dzień 2: 10,5 km, 8h, nasze obozowisko -> Ala-Köl

Tego dnia odkryliśmy potencjał turystyczny całej trasy – spotykamy wiele grup turystów, którzy niekoniecznie są sprzętowo przygotowani do czekającej ich wyprawy. Jak się później okazuje, niektórzy nie posiadają także bagażu doświadczeń. Zauważalna jest pewna tendencja: Polacy, Rosjanie i Żydzi zazwyczaj organizują się sami i niosą swoje rzeczy. Pozostałe narody wolą korzystać z płatnych udogodnień, np. tragarzy czy namiotów oferowanych przez przedsiębiorców na polach namiotowych. Dzięki temu w górę mogą iść z lekkim plecakiem, ale też lekkim portfelem 😉

Szlak jest dość zatłoczony. Między mostem na rzece a obozem aklimatyzacyjnym na 3 tysiącach metrów droga jest szeroka. Jest więc wygodnie i nikt nikomu nie wchodzi w drogę. Na początku szlak wiedzie przez las, jest błotnisty i urozmaicony przez przeszkody terenowe (głazy, powalone drzewa). Miłośnicy przyrody znajdą coś dla siebie: myszoskoczki, bobaki, zające i wiewiórki. Ten leśny kawałek i jego okolica są wspaniałym miejscem dla fotografów przyrodniczych, o ile ktoś nie ma napiętego grafiku i może sobie pozwolić na fotołowy.

Kirgiska wiewiórka
Jedna z wielu wiewiórek, które spotkaliśmy w Kirgistanie. Wyglądają słodko i niewinnie, ale potrafią grzebać w plecakach jak zawodowe złodziejaszki 😉

Obóz aklimatyzacyjny na 3 tysiącach metrów jest bardzo łatwy do rozpoznania. W jego centrum znajduje się drewniana chatka, ławki oraz miejsce na ognisko, które zawalono śmieciami. Wokół niego znaleźć można wiele mniejszych podobozów z miejscami, które poprzedni goście przystosowali do rozpalania ognisk. Jest malowniczo położony na sporym wypłaszczeniu terenu, przy bajkowym, rzecznym rozlewisku. Cały krajobraz psują jedynie papierzaki ustawione przez ludzi bez wyobraźni w pobliżu wody. Z tego powodu wodę lepiej nalewać do butelek w nieco wyższych partiach strumienia. Od tego miejsca droga nad jezioro z każdym kilometrem jest coraz bardziej wąska, stroma i kamienista. Czasem biegnie tuż obok rzeki i tylko centymetry dzielą idącego od spadku w spienioną toń. To właśnie tutaj brak doświadczenia i wyobraźni sprawiają, że wymijanie się bywa niebezpieczne.

Wraz ze stopniowym znikaniem wyższej roślinności, wspinaczka staje się coraz bardziej uciążliwa. Słońce pali skórę, chłodny wiatr wywołuje dreszcze, brak tlenu: zadyszkę i spadek formy. Każdy kilogram plecaka ciąży coraz bardziej. Podziwiamy tragarzy i zazdrościmy turystom, którzy wchodzą „na lekko”.

Widok na lodowiec
Lodowiec, z którego zasilane jest jezioro Ala-Köl.

Wyłaniający się wodospad daje nam nadzieję na koniec katorgi. Musimy jedynie wejść na skały nad nim i jesteśmy na miejscu. Niestety wiedzie tam stroma ścieżka po skalnym gruzie oraz kawałek skałkowej wspinaczki, na które już wcale nie mam ochoty. Widok nieco rekompensuje trudy wejścia. 200 m od tego punktu, za jednym przewyższeniem, znajduje się camp z namiotami i jedzeniem. Tego dnia serwowano gulasz. Gospodarze od serca częstowali herbatą. Mimo to nie zdecydowałam się na zejście 150 m w dół do kuchni. Wolałam już położyć się w naszym namiocie i odpocząć. Oczekiwany sen nadszedł dopiero w okolicy 4 rano. Nasze nieprzyzwyczajone organizmy ze wszystkich sił próbowały dostosować się do nowych dla nich warunków. Niektórzy dyszą, jak po maratonie. Moje serce pracuje z prędkością 90 uderzeń na minutę. Choć noc jest bezwietrzna, to moim ciałem wstrząsają zimne dreszcze. Omija mnie piękne, bezchmurne niebo…

Choroba wysokościowa ma różne oblicza. Niepokojącymi objawami są: bóle i zawroty głowy, bezsenność, brak apetytu, obrzęk (twarzy, rąk, stóp), czy brak potrzeby oddawania moczu. Jeśli wystąpi u Was jeden z tych objawów, powinniście jak najszybciej zejść niżej. Nie jest to stan, który powinno się lekceważyć. Może powodować obrzęk płuc i mózgu, a w konsekwencji nawet śmierć. Więcej o chorobie wysokogórskiej znajdziecie tutaj, tutaj oraz w innych publikacjach internetowych.

Dzień 3: 12,5 km, 9 h z przerwą 3 h, Ala-Köl -> obóz nad rzeką Teleti-Karakol

Przemęczeni, szybko zeszliśmy do obozu aklimatyzacyjnego. Tam zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę na regenerację. Noc spędziliśmy jednak w obozie przy rzece Teleti-Karakol, a dokładniej – przy wodospadach. Ten zakątek obozu jest piękny, niczym malowany. W tym obozie także serwują jedzenie – kolacja w formie bufetu kosztuje 500 som od osoby. Rozbicie namiotu kosztuje 150 som, ale nam zaoferowano cenę promocyjną – 100 som. Stąd zrodziły się nasze wątpliwości co do legalności tego procederu, ale nie śmieliśmy ich kwestionować. To wszak niewielkie pieniądze.

Widok na dolinę od strony wejścia nad jezioro

W obozie na szczególną uwagę zasługują toalety oraz znajdujący się nieopodal znak informujący o wejściu na teren parku. Wewnątrz przybytku zadumy rosną zioła i chwasty. Stanowiska są trzy, tradycyjne, czyli „małyszówki”. Nie są od siebie w żaden sposób oddzielone parawanem czy inną zasłonką, a każdy przechodzący obok wejścia może bez problemu podejrzeć, co kto chowa w bieliźnie. Na szczęście części męskie i damskie toalety zostały rozdzielone od siebie murem. A znak? Jest uroczo przetłumaczony na język angielski 🙂

Dzień 4: odległość i czas nieznane, obóz nad rzeką Teleti-Karakol -> Karakol

Powoli schodzimy coraz niżej. Tego dnia, po raz pierwszy od czasu naszego wyjścia w góry, widzimy nie tylko turystów, ale przede wszystkim piknikujące w dolinie kirgiskie rodziny. Na jednej z polan pojawiło się stado koni. Przed wioską i jurtami do wynajęcia spotykamy pewnego pana. Proponuje nam taksówkę do miasta za 250 som od naszej 5-osobowej grupy. Nie jest to najgorsza oferta w porównaniu do cen dla lokalsów. Poza tym jesteśmy bardzo zmęczeni, a taksówka dowiezie nas pod sam hostel, więc nie próbujemy się nawet targować. Gdy włożyliśmy nasze plecaki do bagażnika i zaczęliśmy wsiadać do wysłużonego samochodu, znak Taxi zniknął z dachu. Wschodnia magia działa także w Kirgistanie 🙂

Toalety
Malowniczo położona, obozowa toaleta.

Błędy we wchodzeniu nad Ala-Köl, których mogliśmy uniknąć

1. Po co ten pośpiech? Weszliśmy nad jezioro i wróciliśmy z niego w podręcznikowym czasie. W sumie nasz przewodnik nie nadmieniał, czy czasy i odległości są wyliczone dla osób z żelazną kondycją, przyzwyczajonych do wysokich gór, z tragarzem czy bez niego. Taka informacja okazałaby się przydatna, gdyż byłby to dobry argument przeciwko biegnięciu na złamanie karku. Idźcie swoim tempem i dodajcie sobie na tej trasie przynajmniej jeden dzień na odpoczynek.

2. Aklimatyzacja stworzeń nizinnych. Żadne z nas nigdy nie weszło na wysokość wyższą niż 3700 m, a i tak było to dawno temu. Z tego powodu nasze organizmy przeżyły szok zwany „chorobą wysokościową”. Nic poważnego się nie wydarzyło, ale sapanie podczas leżenia i brak snu nie można nazwać szczytem komfortu. Przed poważnym wejściem zorganizujcie sobie krótszy wypad rekonesansowy, aby nauczyć swoje ciała, jak to działa. Odwdzięczą się Wam snem i lepszą regeneracją na wysokościach.

3. Lżejsze plecaki. Nie trzeba od razu wynajmować tragarza. Można zredukować masę swojego plecaka pozostawiając niepotrzebne rzeczy w hostelu na przechowanie. My zabraliśmy nieco za dużo jedzenia. Nie mówiąc już o tym, że ja miałam zbyt ciężki plecak i odbiło się to na całym moim organizmie: nie dość, że byłam przemęczona, to nie byłam w stanie jeść i równocześnie robić coś innego niż leżeć. Nie polecam.

Grzybobranie w Kirgistanie
W naszym przewodniku napisano, że Kirgizi zbierają grzyby oraz że można je bez problemu znaleźć wszędzie. Rozglądałam się, ale nie natrafiłam na żadną sztukę. Dopiero te, w obozie, były pierwszymi, które zobaczyłam. W dodatku są mi nieznane.

4. Oszczędzać to można siły. Pierwszego dnia wyprawy nad Ala-Köl daliśmy sobie nieźle popalić. A mogliśmy skrócić ten dystans o jakieś 8 km łapiąc z miasta stopa pod bramę parku zamiast iść pieszo.

Uczyć można się na wiele sposobów. Moim zdaniem jednak, lepiej nie uczyć się pewnych rzeczy na swoich błędach i doświadczać ich na własnej skórze. Może to wtedy powodować dyskomfort, a czasami przyjemniej jest pozostać w swojej komfortowej strefie komfortu, czyż nie? Dlatego mam nadzieję, że dzięki tej lekturze unikniecie naszych wpadek, a Wasza podróż nad Ala-Köl obędzie się bez nieprzyjemnych niespodzianek.

3 Replies to “Jak nie wchodzić nad Ala-Köl”

  1. Katix

    Dopiero trafiłam na Twój blog, a już jestem zachwycona :D. Kiedyś przewinął mi się przez myśl pomysł odwiedzenia każdego państwa na świecie ale uznałam, że jak powiem o tym to uznają mnie za wariatkę i zamkną w psychiatryku. Możesz mi powiedzieć jak to jest z wizami? Odmówili Ci kiedyś? Może zrobiłaś posta o tym nie wiem ale jeśli tak to mogłabyś podesłać? Znasz Łukasza Supergana? Prowadzi bloga o podróżowaniu tak jak Ty, jestem jego fanką 😀 Wiem, że ,mój komentarz jest trochę pokręcony ale nie umiem się jasno wyrażać. Pozdrawiam :*

    Odpowiedz
    • Justyna Maserak Autor wpisu

      With Katix, dziękuję za tak miłe słowa! Cieszę się, że mój skromny blog podoba Ci się 🙂
      Wpisu o różnych wizach nie robiłam, bo sama do tej pory miałam ich zaledwie kilka. Nie miałam z żadną problemu, choć niektórzy znajomi lub znajomi znajomych mieli (np. z wizą do USA czy Rosji). Były to jednak pojedyncze przypadki, toteż z pewnością nie jest tak trudno, jak mówią legendy 😉
      Osobiście Łukasza Supergana nie znam, ale kiedy mam czas, to wpadam na jego bloga i czytam 🙂 Jakub bardzo ceni jego wpisy o sprzęcie – rzeczowe i rzetelne, także również polecamy 😉
      Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  2. Ashika pl

    Jak tam pięknie! *_* Może kiedyś się uda wybrac, ale póki co, tam praktycznie zerowe doświadczenie w chodzeniu po górach, więc tak czy siak do takiej wyprawy brakuje mi sporo :). Ale cudowne zdjęcia i przydatne porady 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *