Podróżowanie a jedzenie

W moim przypadku, podróżowanie nierozerwalnie powiązane jest z jedzeniem, które wprost uwielbiam! Może moja waga na to niespecjalnie wskazuje, ale zarówno w domu, jak i podczas podróży, lubię sobie dobrze zjeść. Zwłaszcza, jeżeli kuchnia danego kraju w teorii, czyli zanim wyruszę na wyprawę, wydaje się być wyśmienita.

Zazwyczaj wiele osób obawia się, że podczas przebywania w innym kraju i jedzenia lokalnych specjałów zatrują się. Z własnego podróżniczego doświadczenia mogę powiedzieć, że najgorzej czuję się zawsze po jedzeniu serwowanym w samolocie – gorszego paskudztwa dla Waszych żołądków raczej nikt Wam nie zaserwuje w jakimkolwiek miejscu. Dlatego polecam branie kanapek do bagażu podręcznego – nie można zabierać jedynie płynów zakupionych poza terminalem lotniska.

Justyna Maserak przyssana do homara
Homar w U.S.A.

Oczywiście, pozostaje jeszcze jedna bardzo ważna kwestia – różnica diet i bakterii w danym środowisku. W tym wypadku, można śmiało wyruszyć na wojaże po całej Europie i Ameryce Północnej, i żadna przykra przygoda nie powinna spotkać naszego układu pokarmowego. Inną kwestią jest podróż do dalekich i egzotycznych krajów, chociażby Egiptu. Każdy chyba słyszał o klątwie Faraona, która dopada turystów w Egipcie po wypiciu wody z kranu? Aczkolwiek po dłuższym przebywaniu na terenie całego kraju organizm się przyzwyczaja i dostosowuje. Niemniej jednak należy zachować pewną ostrożność i, tak jak w przytoczonym powyżej przykładzie, pić butelkowaną wodę i nie jadać w budkach z jedzeniem.

Co do diety, to niektórzy mogą przeżywać ciężkie chwile, gdy np. zawędrują do Azji. W Azji podstawą diety nie jest ziemniak, ani pszenica, a soja i ryż. Jeżeli, tak jak w przypadku Japonii, doda się do tego obecność surowych ryb i fakt, że sushi jest obłędnie przepyszne, to może nas spotkać niespodzianka. Ze swojego doświadczenia dodam, że po tygodniu niespodzianki się kończą, a podkreślić wypada, że mój przewód pokarmowy bywa bardzo kapryśny.

Najlepszym sposobem na kulinarne podróżowanie bez wpadek jest podróżowanie lądem, np. z Finlandii do RPA. Wtedy środowisko i bakterie w pożywieniu zmieniają się stopniowo i dynamicznie, więc organizm nie ma problemu ze strawieniem czegokolwiek. Tak też było w Ukrainie, której poświęciłam kilka ciekawych wpisów. Na wielu forach ostrzegano nas przed problemami gastrycznymi w trakcie podróży. Na szczęście, nas one ominęły. Prawdopodobnie dlatego, gdyż przemieszczaliśmy się stopniowo coraz dalej, zamiast wylądować samolotem relacji Warszawa – Krym. Nie zniszczyło nas ani jedzenie z budek, ani pyszności serwowane przez lokalne babuszki.

Jak znaleźć smaczne jedzenie w podróży?

Wbrew powszechnie panującej opinii – nie ma reguły. Trafiłam i do niesmacznej knajpki na obrzeżach centrum Barcelony, i do restauracji w Portugalii serwującej przepyszne jedzenie, a reklamowanej przez „zaganiaczy”. W Turcji jedliśmy przepyszny „rybny kebab” z budki przy ulicy, w Finlandii uskuteczniliśmy raz dumpster diving, pusta portugalska bodega przywitała nas przepysznymi tapas. W Gruzji, gdy byłam zmarnowana przemierzaniem gór w upały, jedzenie zaserwowane nam w domostwie Gruzinów smakowało lepiej niż potrawy z niejednej restauracji. Wszystko jest subiektywne. Mimo to jest kilka uniwersalnych zasad, którymi można się kierować przy poszukiwaniach dobrego lokalu czy budki z jedzeniem:
– pytaj lokalsów i znajomych, którzy byli w danym miejscu przed Tobą – jeżeli korzystasz z Couchsurfingu, to masz lokalsów pod ręką; jeżeli nie masz takiej możliwości to idź tam, gdzie lokal pełen jest ludzi stąd;
– sprawdzaj opinie w internecie – na stronach takich, jak TripAdvisor, Yelp, Like a Local czy Spotted by Locals można znaleźć wiele przydatnych opinii; przefiltruj je zgodnie ze swoimi preferencjami, a na pewno trafisz na coś dobrego, choć niekoniecznie na poziomie światowej master-klasy;
– stań w kolejce – tam, gdzie są kolejki, zazwyczaj jest obłędnie smacznie; zdarzyło mi się dwa razy, że jedzenie nie było przepyszne, ale i tak mi bardzo smakowało; nie łudź się, że przybycie przed otwarciem uchroni Cię od kolejki – inni też na to wpadli – co najwyżej nie będzie aż tak długa, jakby była później; cierpliwość się opłaca
– nie zniechęcaj się zaganiaczami – w wielu krajach jest to typowy widok w turystycznych dzielnicach, a w innych jest to niemal standard, że przed restauracją stoi osoba, która prezentuje menu i szuka dla gości wolnego stolika; jeżeli taki zaganiacz jest standardem w okolicy, to nawet dobre restauracje będą miały swojego;
– bezpieczniej jest wybierać lokale z krótkim menu – nie oznacza to, że te z długim są zawsze gorsze; bywałam w miejscach, w których krótkie menu nie gwarantowało niesamowitego jedzenia, ale byłam także w takich, w których niesamowicie rozbudowane menu nie przeszkadzało kucharzom w dostarczaniu naprawdę pysznych potraw; jeżeli jednak nie masz na sprawdzenie knajpy w internecie czasu, to weź sobie tę zasadę do serca;
– skuś się na street food – widzisz od razu, co dostajesz, a jedzenie na pewno robione jest przez lokalsów i jest autentyczne; czasami na takie rarytasy można trafić jedynie na targu.

Skoro znasz już ogólne zasady poszukiwania dobrego jedzenia będąc w podróży oraz unikania przykrych niespodzianek, to z pewnością świetnie sobie dasz radę samodzielnie. Jeżeli jednak chcesz wiedzieć więcej, to ten dział jest dla Ciebie. Poszczególne kulinarne przypadki będę opisywać stopniowo. Tymczasem mam nadzieję, że tych kilka ogólnych rad wprowadzenia pomoże Wam podróżować kulinarnie z głową.

Nattō, czyli sfermentowane nasiona soi

Nie brzmi smacznie, prawda? W dodatku, równie nieciekawie wygląda… Tak samo niesmacznie dla wielu narodów świata brzmią ogórki kwaszone, kapusta kiszona, pierogi „ruskie” czy biały ser (Japończycy nie przepadają za białym serem). Natto w całej swej okazałości Nattō jest produktem, o którym niewiele się mówi gdziekolwiek poza granicami Japonii, a jest jednym z tych, których obowiązkowo należy tam zjeść czy […]