Nowa Zelandia nie jest jeszcze w 100% skomercjalizowana, na szczęście!

Nowa Zelandia była w pewnym sensie spełnieniem jednego z moich marzeń. Sen o Antypodach pojawił się w mojej głowie w okolicach końca liceum pod wpływem marzeń jednego z moich przyjaciół. Ziarno znalazło podatny grunt w postaci mojego umysłu i tam wykiełkowało.

Pod pewnymi względami Nowa Zelandia była rozczarowaniem, pod innymi – wspaniałą przygodą. Widziałam kolonie fok, spotkałam lwy morskie, usłyszałam najdziwniejsze ptasie śpiewy i trele w życiu, przeraziłam się słysząc w nocy dziwne dźwięki wydawane przez oposy, kiwi nie dały mi zasnąć, spotkałam wiele pięknych owadów, a przede wszystkim – poznałam wielu wspaniałych ludzi, których przyjacielskość spowodowała u mnie szok kulturowy. Pierwszy raz na poważnie łapałam stopa i było to wspaniałe doświadczenie, choć poszło mi nadzwyczaj łatwo ze względu na szczyt sezonu. I wszyscy Kiwusi przestrzegali: „Nie łapcie stopa, spotkacie złych ludzi. Nie chcecie może, aby podwiózł was pracownik leśny? Może jakiś akurat jedzie, to na pewno was zabierze”. Nie sprawdziła się żadna z ich mrocznych wizji.

Latarnia morska w Nowej Zelandii
Widok na latarnię, Nugget Point

Północna wyspa była doskonała na autostop. Niestety, musieliśmy zrezygnować z naszych wstępnych trzymiesięcznych podróżniczych planów i zadowolić się jedynie miesiącem. W tym wypadku autostop po o wiele rzadziej zamieszkanej wyspie południowej nie wchodził w rachubę. Okazało się to być dobrym pomysłem, ponieważ dojechaliśmy wszędzie, gdzie chcieliśmy, nawet w mniej popularne miejsca, o których nie ma informacji na pierwszej stronie wyszukiwania Google. Naszą niechęć do komercjalizacji, jaką można znaleźć w internecie postanowiliśmy przerobić na poszukiwanie bardziej dziewiczych turystycznie miejsc Nowej Zelandii. Dzięki temu przeżyliśmy wspaniałą przygodę na Antypodach i nie zbankrutowaliśmy, choć na pewno dałoby się taniej ;)

Lew Morski - Nowa Zelandia
200kg majestatu obtoczone w piasku ;)
W Nowej Zelandii, na wyspie południowej, całkiem łatwo było trafić na lwy morskie i foki. Pingwiny bardzo wysoko cenią swoją prywatność, więc ciężko je wypatrzeć.

Nowa Zelandia na przekór – czarne plaże Karekare

Czarne plaże Karekare były jedynym miejscem na północnej wyspie, które odwiedziliśmy poza Auckland. Przed tym trafiliśmy jeszcze na jeden dzień do uroczej wsi Laingholm, gdzie spacerowaliśmy po okolicy i pokonaliśmy jet lag. Dotarliśmy tam autobusem, ale w soboty, kiedy próbowaliśmy się stamtąd wydostać, jeździł on co dwie godziny. Z tego powodu postanowiliśmy dostać się do Visitor Centre pieszo i stamtąd […]

Nowa Zelandia na przekór – Auckland i Zoo

Po Auckland nie spodziewałam się zbyt wiele – ot wielkie, stołeczne miasto. Nie było jednak w połowie tak źle, jak się obawiałam. Na pierwszy rzut oka przypominało Nowy Jork, ale podobieństwo wynikające z obecności szklanych wieżowców było jedynym punktem wspólnym. Pomimo, że mieszka tu gros Nowozelandczyków (32%), nie odczuwa się tłoku, jest wręcz kameralnie. Dementujemy także pogłoski o brzydkich Nowozelandkach: […]

Nowa Zelandia w makrofotografii

To jest moje małe fotograficzne wyjście z szafy. Historia jest długa. Do tej pory znacie mnie głównie z fotografii krajobrazu, z rzadka ludzi, które przez długi czas wykonywałam kompaktem Fujifilm X10. Nie powiem, byłam z niego bardzo zadowolona, ponieważ był lekki i oferował dość spory wachlarz możliwości. Jednakże wszyscy jesteśmy w pewien sposób artystami. W pewnym momencie na swojej drodze […]

Nowa Zelandia na przekór – nie wszystko jest „100% Pure”

To było moje pierwsze wrażenie po przylocie do Nowej Zelandii – przereklamowana. Poczułam się rozczarowana i naganiana, „jedynie 50 osób dziennie”, „zabookuj chatki na szlaku nawet z rocznym wyprzedzeniem”, „Wielkie Szlaki Nowej Zelandii – musisz to zobaczyć, najpiękniejsze miejsca na świecie”, „Wycieczki po winnicach – nie możesz przegapić”, a do tego bungee jumping i odrzutowe łodzie, na pokładzie których przeżyjesz […]