Zamek w Odawarze i niebezpieczne szlaki Hakone

Pociągiem z Yokohamy udaliśmy się w głąb prefektury Kanagawa, która skrywa w sobie wiele bogatych historycznie miejsc oraz uroczych zakątków. Oprócz Hakone i Odawary, o których opowiem tym razem, warto zobaczyć chociażby Kamakurę i Enoshimę.

Piękny zamek w Odawarze

Do Odawary dotarliśmy szybko i sprawnie – zgodnie z Japońskim standardem. Ze stacji do zamku musieliśmy przejść jeszcze kawałek. Część drogi wiodła pod górę, co w upale było mi nie w smak. Obok drogi tuż przy zamku pracowali archeolodzy. Nie wiem co dokładnie znajdowało się na tym stanowisku, ale było ono dość sporych rozmiarów.

Wokół zamku znajdował się duży ogród, fosa z lotosami, kilka budynków, które stylizowane były na styl amerykański (przypominały te z Westernów). W jednym z ogrodów umieszczono klatkę z małpkami, które wyraźnie męczył panujący skwar. Choć nie przepadamy za muzeami, zdecydowaliśmy się wejść do wnętrza zamku – było warto!

Zamek Odawara
Zamek w całej swojej okazałości

Wnętrze zamku składało się z kilku kondygnacji. Na każdej z nich znajdowały się różne rekwizyty – zbroje, broń, przedmioty codziennego użytku, ubrania, biżuteria. Również na każdym piętrze umieszczono znak informujący o zakazie fotografowania, którego przestrzegania pilnował jeden pracownik. Jako cudzoziemcy posiadający duży aparat byliśmy bacznie obserwowani, a nawet raz upomniani (prewencyjnie). Za to sprytni Japończycy ukradkiem pstrykali zdjęcia telefonami komórkowymi, co już było w porządku 😉 Z samego szczytu rozciąga się piękny widok na całe miasto.

Ogrody przy zamku
Kawałek przyzamkowego ogrodu

Spacer tylko w ostateczności

Do Hakone (a dokładniej parku narodowego Fuji-Hakone-Izu) zabrał nas zwykły pociąg. Po nim wsiedliśmy w czerwoną kolejkę górską linii Hakone-Tozan, która zabrała nas wyżej. Przejażdżka była bardzo urozmaicona dzięki stromym podjazdom, wąskim tunelom, mostom i gęstej roślinności. Jest to jedyna kolejka górska w Japonii. Co roku w czerwcu cały szlak kolejki jest pięknie przyozdobiony kwitnącymi hortensjami. Po kolejce Hakone-Tozan wsiedliśmy w kolejkę linową, z której rozciągały się przyjemne dla oka widoki gór.

Teren parku jest cały czas wulkanicznie aktywny. Z tego powodu na jego obszarze otworzono liczne onseny, które mają ponoć lecznicze właściwości. Onsen jest popularną w Japonii łaźnią publiczną – znaleźć onsen można niemal wszędzie. Japończycy używają ich przede wszystkim w celach relaksacyjnych. Zanim skorzysta się z gorącej kąpieli należy obmyć swoje ciało. W Onsenach umieszcza się specjalne instrukcje dla gaijinów, aby nie popełniali błędu wchodzenia brudnym do źródła – to bardzo ważne. Ciało należy najpierw namydlić, a później opłukać. Onseny zazwyczaj nie są koedukacyjne – panie i panowie mają oddzielne źródła.

Gorące źródła
Dowód aktywności wulkanicznej

Z gorących wulkanicznych źródeł korzysta także kuchnia. Wody te bogate są w siarkę – gotuje się w nich jajka. Skorupki jajek, poprzez gotowanie w wodzie siarkowej, stają się czarne, a ich smak wydaje się słodszy (przynajmniej moim zdaniem). Ponoć spożycie jednego jajka przedłuża życie o siedem lat. Przygotowywane są w tak dużych ilościach, że transportowane są do źródła i z niego w sporych skrzynkach małą kolejką linową przeznaczoną tylko do tego celu. Gotowanych w źródłach jajek spróbować można w Ōwakudani znajdującym się niedaleko kolejki linowej. Oprócz tego zakupić można lody w nietypowych smakach (czarna wanilia, wasabi, jajko) czy czarne bułki z przepysznym farszem.

Jedzenie w parku Hakone
Co można zjeść w Hakone
Wyżej wspomniana bułka z farszem oraz lody

W Ōwakudani roi się od turystów. Docierają tam kolejką, samochodem lub autokarem – do tego punktu prowadzi również świetna asfaltowa droga. Jeżeli nie brać pod uwagę Japończyków, których jest tutaj najwięcej, to najłatwiej jest tutaj spotkać Rosjan. Rozpoznać jest ich bardzo łatwo:

  • Rosjanki wspinają się pod górę w krótkich spódniczkach, butach z ogromnym obcasem/koturnem, w ostrym makijażu i masą biżuterii,
  • Rosjanie są wielcy, głośni, noszą obowiązkowo okulary przeciwsłoneczne, złote łańcuchy i aparaty fotograficzne z gigantycznymi obiektywami.

Wszystko jest balszoje. Japończycy używają zazwyczaj małych kompaktów, choć Japonki w góry w większości także zakładają duże obcasy i koturny 😉

Kiedy już nacieszyliśmy się obecnością innych turystów, wyruszyliśmy w poszukiwaniu zaznaczonego na mapie szlaku naturalnego. Aby do niego dotrzeć musieliśmy najpierw przejść kawałek asfaltową drogą. Wtedy odkryliśmy korki prowadzące do Ōwakudani. Staliśmy się też atrakcją turystyczną dla tych, którzy nie wyobrażają sobie wycieczki innej niż samochodem. W końcu znaleźliśmy wejście prowadzące na szlak. Już niemal weszliśmy między drzewa, kiedy za naszymi plecami zatrzymał się autokar. Kierowca zawołał Jakuba – było to zaskoczeniem zarówno dla nas, jak i dla pasażerów autokaru.

Jajka z Hakone
Jajka w Hakone
Nie sugerujcie się za bardzo moją miną – jajka były pyszne 😉

Choć owy japoński kierowca nie znał angielskiego, swoją wiadomość próbował nam przekazać przy pomocy zamaszystych, wymownych gestów i dźwięków, które były imitacją… wężowego syku. To właśnie przed wężami nas ostrzegał. W międzyczasie za autokarem utworzył się jeszcze większy korek. Podziękowaliśmy i wkroczyliśmy do królestwa zieleni. Przewodnik nie wspominał ni słowem o wężach, ale przez ostrzeżenie postanowiliśmy być ostrożni. Nie wchodziliśmy na boczne ścieżki (które, jak się później okazało, były miejscami do obserwowania ptaków). Patrzyliśmy pod nogi, by przypadkiem nie nadepnąć na węża (których tutaj wcale nie było, ale dowiedzieliśmy się o tym dopiero po powrocie). Wszystko w imię japońskiej super-ostrożności! :)

Kiedy szliśmy spacerowym krokiem, napotkaliśmy znak ostrzegający przed dzikami (a co z wężami?). Znaleźliśmy fontannę z wodą pitną, których jest pełno w miastach. Posłużyliśmy za podniecający element ekspozycji dla grupy młodych Japończyków jadących nad nami kolejką linową – wszak kto byłby na tyle głupi żeby iść szlakiem naturalnym, kiedy można skorzystać z kolejki? Tylko gaijini! 😉

Szlak naturalny w Hakone
„Niebezpieczny” szlak naturalny

Poza szlakiem

Na końcu szlaku znajdowała się mała przystań, z której wypływały łodzie zabierające pasażerów na drugą stronę jeziora. Zakupiliśmy bilety i wsiedliśmy na pierwszą z nich. Opuściliśmy ją ok. godziny później, kiedy to przycumowała przy niewielkim miasteczku. Sprawdziliśmy rozkład jazdy autobusów – kolejny mieliśmy za ponad godzinę, więc postanowiliśmy rozejrzeć się wokół i odwiedzić pobliską świątynie oraz przyjrzeć się bliżej bramie tori na wodzie.

Ashi-no-ko
Jezioro Ashi-no-ko

Po drodze do świątyni przechodziliśmy przez piękny czerwony most. Nieco pod nim dwaj Japończycy robili zdjęcia i wyraźnie ucieszyli się, że na niego weszliśmy. Zaczęli szybko pstrykać zdjęcia i prosili nas, abyśmy im zapozowali, ale spanikowałam i uciekłam. Kawałek dalej, przy bramie tori spotkaliśmy się znowu. W podzięce za nasze pozowanie obdarowani zostaliśmy wspólnym zdjęciem – i jak tu nie lubić Japończyków? :)

Woda
Wszystko byłoby w porządku, gdybym jeszcze umiała z tego korzystać… 😉

Po zwiedzaniu wróciliśmy na przystanek autobusowy i powróciliśmy zmęczeni do Yokohamy. Z wielu miejsc w Hakone można obserwować Fuji – najwyższą górę Japonii. I choć bardzo chciałam ją zdobyć, to jeszcze mi się nie udało. Jednakże, dokonał tego mój mąż ze swoimi kolegami. Szczegóły zrelacjonuję Wam za tydzień!

Japoński dzik
Uwaga na dzika! :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *