Ujmujące wzgórza Koktebel

Nasz wyjazd z Ałupki nie przebiegł tak sprawnie, jak się tego spodziewaliśmy. Wyszło na jaw, że nasza przyjazna i sympatyczna Właścicielka jest także osobą skrupulatną. Gdy oddawaliśmy jej klucze, poprosiła ze sobą do mieszkania jedną osobę i przejrzała je. Zakładamy, że chodziło o dobro obu stron – abyśmy my niczego nie zostawili oraz, abyśmy przypadkiem czegoś nie zabrali.

Z Ałupki droga do Koktebel wcale nie jest prosta, a wiedzie przez Simferopol. Pogoda tego dnia była bardzo niesprzyjająca – było bardzo zimno. Dlatego też, gdy tylko wysiedliśmy na dworcu w Simferopolu, udaliśmy się do pierwszego miejsca, które oferowało nam ciepłe schronienie – do restauracji McDonald’s. Przyznaję się, że nie jestem fanką tego typu miejsc, a poprzednio w McDonald’s nie pamiętam, kiedy byłam. Choć wszystko wyglądało standardowo, to zaskoczył mnie niebywale duży wybór sosów i ogromne opakowania frytek.

Restauracja McDonald’s
Ukraiński McDonald’s

Nie po drodze

Najedliśmy się i napiliśmy, i wsiedliśmy do naszego autobusu. Kierowca, gdy dowiedział się, że chcemy jechać do Koktebel wydał się nieco niezadowolony. W połowie podróży okazało się nawet, że pojechał nie tam, gdzie powinien – zmienił trasę autobusu. Na szczęście, bez problemu dostaliśmy się tam, gdzie chcieliśmy. Teraz należało jedynie znaleźć miejsce do spania. W tym celu postanowiliśmy przejść się po miasteczku w okolicach morza – z założenia noclegi dla turystów powinny być w dobrze usytuowanych miejscach.

Nowe osiedla w Koktebel
Widok na nowe osiedla, w tle góry Rezerwatu

Podczas marszu obok nas zatrzymał się kierowca w dużym, luksusowym samochodzie. Widząc nas z plecakami założył, że szukamy noclegu, więc zwolnił, aby zaproponować nam swój ośrodek. Podziękowaliśmy, ale on nie dawał za wygraną. Postraszył nas tylko, że nic nie znajdziemy i życzył powodzenia. Po kolejnych 10 minutach drogi trafiliśmy na okolicznych mieszkańców, najwyraźniej pracujących przy remoncie. Zagailiśmy więc o nocleg.

– O! Kochaniutcy, my byśmy chętnie was ugościli, ale niestety u nas remont i nie ma wody, a przecież nie chcielibyście spać w takich warunkach, prawda? Zapytam sąsiadów, czy czegoś nie mają.

I w ten sposób uruchomiona została pantoflowa poczta sąsiedzka. Na ulice wyszło wielu mieszkańców ulicy i każdy zastanawiał się, czy zna kogoś, kto mógłby nam udzielić noclegu. Wtedy jeden z sąsiadów zaproponował, że jego zięć ma świeżo wyremontowane pokoje i chętnie nas tam zawiezie, jeżeli chcemy. Oczywiście, chcieliśmy. Tak oto trafiliśmy do wielkiego pokoju, z własną łazienką, klimatyzacją i dużym balkonem w przystępnej cenie.

Polna koktebelska droga
Swojska polna droga
Krystalicznie czyste morskie wody
Przejrzysta morska woda

Czyste wody Koktebel

Zostało nam jeszcze pół dnia wolnego, toteż przeszliśmy się na spacer nad morze. Woda była czysta, dno widoczne było nawet, jak weszliśmy na molo. Po drodze spotkaliśmy kilku nurków, co wprawiło mnie w zdziwienie. Nie dość, że dzień był chłodny, a woda lodowata, to jeszcze ktoś nurkuje w tych warunkach? Właśnie tak!

Koktebel przylega do rezerwatu geologicznego Karadach. Podobno miejsce to jest przepiękne, ale dostanie się tam od strony Koktebel jest praktycznie niemożliwe. Podobno jedynym sposobem jest przekupienie strażników, choć i to nie daje pewności, że dostaniemy się do środka. Inaczej sytuacja wygląda, gdy do rezerwatu próbuje się wejść z miejscowości Kurortnoje – tam wynająć można przewodnika i spokojnie obejrzeć znajdujące się również na terenie parku Złote Wrota. Również wejście na teren rezerwatu jest wyjątkowo utrudnione poza sezonem turystycznym. Skąd taka ochrona i co do tego wszystkiego mają nurkowie? Na terenie rezerwatu znajdują się duże złoża jaspisu, agatu i ametystu – może jakieś kawałki zawędrowały na plażę wraz z wodą?

Pies – najlepszy przyjaciel człowieka

Podczas naszego spaceru do naszego towarzystwa dołączył żółty pies. Był bardzo przyjaźnie nastawiony, a nawet więcej – zaczepiał nas, aby się pobawić. Szedł z nami przez długi czas, dopóki nie rozpoczęło się terytorium innych psów – wtedy został za nami. To był pierwszy i nie ostatni raz, kiedy psy zaczęły nam towarzyszyć w Koktebel i Teodozji, jest ich tutaj bardzo wiele. Wszystkie – zadbane, więc mieszkają tutaj dobrzy ludzie. Także wszystkie koty, które spotkaliśmy na Krymie były dobrze odżywione. Wszystkie zwierzęta tutaj są niegroźne i nie należy się ich bać.

Psy w Teodozji
Ciekawski łasuch z Teodozji

Następnego dnia spacerowaliśmy po nadmorskich wzgórzach wokół miasta. Są wprost zjawiskowe! W kwietniu porastają je kwiaty, które w Polsce hodujemy w ogrodach: pierwiosnki, sasanki, iryski… Jest pięknie! Gdzieniegdzie na ścieżkach widoczne są białe plamy – to sól, która wybija się spod ziemi, tak wiele jej tu jest. Jeżeli nie wierzycie, to zachęcam do sprawdzenia tego osobiście :)

Koktebelska wiosna
Takie kwiatki z Krymu :)

Odkryliśmy też sklep, gdzie można kupić oryginalne krymskie i koktebelskie wina i koniaki. Można je zakupić zarówno w ozdobnej butelce, jak i przynieść swoją, do której naleją trunku prosto z beczki. Ceny – rewelacyjne! Jakość również. Istnieje też możliwość wypicia alkoholu na miejscu, na kubki. W ten sposób poznałam kolejną rozmowną i otwartą osobę, tym razem z Kazachstanu. Nie rozmawiałyśmy jednak długo, gdyż moje umiejętności komunikacyjne w językach rosyjskim i ukraińskim są bardzo ograniczone, a pani także już do najtrzeźwiejszych nie należała.

Resztę dnia spędziliśmy na degustacji i słodkim lenistwie, gdyż dnia kolejnego wsiadaliśmy w marszrutkę do Teodozji, a stamtąd powracaliśmy do Simferopola. O tym, jak bardzo ciekawa może się okazać skrytka na miotły – już w następnym ukraińskim wpisie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *